Znajdujesz się na stronie wyników wyszukiwania dla frazy świat to wielka tajemnica piosenka podkład muzyczny. Na odsłonie znajdziesz teksty, tłumaczenia i teledyski do piosenek związanych ze słowami świat to wielka tajemnica piosenka podkład muzyczny. Tekściory.pl - baza tekstów piosenek, tłumaczeń oraz teledysków.
Autorzy Ekonomii trynitarnej argumentując za trynitarnym modelem gospodarki, dokonali świeżego odczytania ciągłości społecznej nauki Kościoła. Co ciekawe, z największej zagadki istnienia—Trójcy Świętej—uczynili matrycę dla społeczno-gospodarczych przemian. Jest to podejście tyleż odważne, co z konieczności naznaczone pewną dozą redukcjonizmu, oraz intuicyjnego harmonizowania różnych gałęzi nauki. Niekiedy chłodne przyjęcie publikacji może mieć zatem wielorakie podłoże, świadcząc bądź o niechęci do nowych, interdyscyplinarnych ujęć w dziedzinie ekonomii, tudzież nieżyczliwości wobec innego niż liberalne odczytania SNK, bądź też, o wyczuwalnej gdzieś obawie przed reifikacją, zamkniętego w formie wykresów i strzałek sacrum. Niezrozumienie może również wynikać z obawy, że oto powstaną teraz podręczniki do ekonomii trynitarnej, w których mechanizmy wymiany opisane będą zgodnie z natchnieniem autora, nie zaś podług zasad ekonomicznego abecadła, podczas gdy w istocie mamy tu do czynienia z relatywnie nowym, a na pewno bardziej pojemnym ujęciem, gdzie warunkiem koniecznym na każdym etapie gospodarczej analizy skutków i przyczyn dla badanych zjawisk jest personalistyczny wskaźnik odniesienia. W moim odczuciu jest to jednak przede wszystkim powściągliwa próba zestrojenia społeczno-gospodarczej metodologii, z głębokim, filozoficznym namysłem nad samą naturą Boga i człowieka. Innymi słowy, pewnego rodzaju koniunkcja realizmu metafizycznego z nowatorskim wykorzystaniem konceptualnego pragmatyzmu, która bodaj przez sam wzgląd na swój walor heurystyczny zasługuje na konstruktywną krytyką, tudzież rzeczową poza ujmowanie ekonomii w schematach wywodzących się z nowożytnych i oświeceniowych założeń, członkowie Klubu Jagiellońskiego zbliżają czytelnika do klasycznego rozumienia ekonomii jako ekonomiki, dziedziny przynależnej etyce, która za swój cel obiera poznanie prawdy i spełnianie dobra człowieka. „[D]zięki ekonomice majątek staje się dobrem dla człowieka, same zaś posiadane rzeczy zasługują na miano prawdziwej własności, własności ludzkiej, która służy człowiekowi, a nie zawłaszcza człowieka wraz z jego życiem.”(Skrzydlewski 2012). To kluczowe rozróżnienie na klasyczne dobro i nowożytne dobra/towary uchwycił również Chesterton: „Kiedy Bóg spojrzał na stworzone rzeczy i stwierdził, że były dobre, to znaczy, że były dobre same w sobie, lecz podług nowoczesnej kupieckiej idei, ujrzawszy swe stworzenie Bóg dostrzegł w nim zaledwie dobra. Innymi słowy, do każdego drzewa lub wzgórza była tam przypięta metka z ceną.” Nie dziwi nas zatem, że zarówno Kędzierski, jak i Grassl przypominają w swych tekstach odradzający się dziś w wielu krajach dystrybucjonizm Belloka i Chestertona, widząc w nim przykład doktryny wpisującej się w nowy paradygmat. Akurat ten wątek chciałbym rozwinąć szerzej, ponieważ dystrybutywna ekonomia rodzin roztropnie zespala rynkową praktykę i metafizyczne podłoże trynitarnego modelu ekonomii. Od prawości do stanu równowagi Zacznijmy od poprawnej definicji. John Haldane na kartach Oxford companion to philosophy definiuje dystrybucjonizm jako „doktrynę polityczno-ekonomiczną, [która] zawierała też poglądy na temat sztuki, kultury, oraz duchowości. [Jest to] odmiana komunitaryzmu, silnie przeciwstawna leseferystycznemu kapitalizmowi oraz scentralizowanym formom socjalizmu. [Oparta na] personalistycznej antropologii, akcentuje społeczną wolność oraz indywidualne posiadanie, od którego wywodzi się jej nazwa.” Co jednak najważniejsze, w wymiarze praktycznym dystrybucjonizm postuluje powszechne uwłaszczenie rodzin, idealnie każdej rodziny, w środki produkcji zapewniające jej przetrwanie i niezależność. To rodzina jest jego sercem, determinującym trwałe przylgnięcie dystrybucjonizmu do SNK, w jej wertykalnym (zasada subsydiarności) i horyzontalnym (zasada solidarności) jest nierozerwalnie związany z pojęciem sprawiedliwości dystrybutywnej opierającej się nie na mechanicznej kalkulacji, lecz prawym (słusznym) sądzie dotyczącym zasług; niektórzy badacze z ram sprawiedliwości rozdzielczej usuwają roszczenia dotyczące własności prywatnej, np. w odniesieniu do postulowanej przez Jana Pawła II społecznej hipoteki dóbr, czy też stanu wyższej konieczności, ponieważ ich zdaniem wszelkie roszczenia do własności prywatnej podpadają pod zakres sprawiedliwości tym miejscu należy krytycznie odnieść się do obecnej w polskim przekładzie tekstu Grassla praktyki tłumaczenia zarówno terminów equity i equality, jako równość. Takie niedopatrzenie w pewnej mierze wypacza sens teleologii państwa, którego rolą funkcjonalną nie jest bynajmniej egalitarny legalizm. Stosowniejszym jest zaproponowane przez Kędzierskiego tłumaczenie terminu equity jako sprawiedliwość , choć sugerowany przez Martę Soniewicką termin prawość chyba najtrafniej oddaje istotę rzeczy. W ekonomii to prawość (sprawiedliwość) poprzedza stan równowagi, tj. szorstką homeostazę podaży i popytu, która pozwala czyścić rynek. W standardowym ujęciu kolejność ta ulega odwróceniu, gdyż zakłada się, iż sprawiedliwość gospodarcza zostanie osiągnięta jedynie w sytuacji, w której wszystkie rynki znajdą się w stanie równowagi, przy pełnym wykorzystaniu dostępnych zasobów. Ponieważ taki stan rzeczy nigdy nie ma miejsca, sprawiedliwość zostaje oddalona w sferę zawsze oczekiwanej, chwalebnej przyszłości. Co typowe, widać tu podobieństwo do marksizmu, który wszelkie potworności i okrucieństwa uzasadniał zawsze odroczonym w czasie zwycięstwem proletariatu.[note]Prywatna korespondencja autora z Johnem C. Médaille’m.[/note] Sacrum commercium Prawa jest również ciągła troska o dobro rodziny, a jej konsekwencje niebagatelne, ponieważ przyjmując za swój fundament najbardziej pierwotną z wspólnot, dystrybucjonizm wkracza w sferę sensów naddanych, akceptując również jej święty analogon, wyrażony w relacyjnej naturze Boga Trójjedynego. Moją uwagę (Kaliniecki 2012) na ten wyjątkowy fakt zwrócił niedawno Dermot Quinn, konstatując następująco: „Jeżeli tylko mogę poczynić jeden komentarz, który również Chesterton zawarł w swym arcydziele Wiekuisty Człowiek, to nasze rozumienie ekonomii jest w ogromnej mierze trynitarne, ponieważ—jak to ujął Chesterton—sam Bóg jest rodziną.”[note]Filmowy zapis rozmowy panelowej podczas konferencji „ Chesterton, a sprawa polska”, która miała miejsce 26-10-2012 w Muzeum Historycznym w Krakowie. Dostęp do nagrania dzięki uprzejmości Pani Jagi Rydzewskiej.[/note] Trójca Święta jest zdaniem Chestertona „logiczną stroną miłości, przeciwko samotności uproszczonego bóstwa, które pojawiło się raz jeszcze w religii islamu.” (Chesteton 2006:361) Jest naturą relacyjną, albowiem „dla nas wyznawców Trójcy (jeśli wolno mi tak powiedzieć z całym szacunkiem), Bóg jest czymś w rodzaju towarzystwa”. Charakter tego towarzystwa, czy też społeczeństwa Chesterton ujawnia nam dwustopniowo, w pierwszym kroku przyrównując ludzką rodzinę do Świętej Rodziny, by następnie,—za Atanazym—utożsamić Świętą Rodzinę z Bogiem: Jeśli nie należymy do tych, którzy zaczynają od inwokacji do Trójcy Świętej, musimy tym niemniej zacząć od inwokacji do ludzkiej trójcy, i przekonać się, że trójkąt ten znajduje odbicie wszędzie w strukturze świata. Najwznioślejsze wydarzenie w historii, przez całą historię oczekiwane i przygotowywane, jest bowiem równocześnie odwróceniem i odnowieniem tego samego trójkąta. A może raczej stanowi nałożenie jednego trójkąta na drugi, przez co tworzy się święty pentagram, którego mocy—o wiele większej niż ta, którą przypisują mu magowie—lękają się demony. Stara trójca składa się z ojca, matki i dziecka i nazywana jest ludzką rodziną. Nowa składa się z dziecka, matki i ojca i nazywana jest Świętą Rodziną. i dalej: To właśnie Atanazy walczył po stronie Boga Miłości przeciwko bogu bezbarwnej i odległej kosmicznej władzy; przeciwko bogu stoików i agnostyków. To właśnie on walczył po stronie Najświętszego Dzieciątka przeciwko siwemu bóstwu faryzeuszy i saduceuszy. Walczył w obronie równowagi piękna współzależności i intymności w Boskiej Trójcy, która pociąga nasze serca w trójcy Świętej Rodziny. Jego dogmat, jeśli dobrze zrozumieć to określenie, zmienia nawet samego Boga w Świętą Rodzinę. Wiele lat później, bł. Jan Paweł II, doszedł do podobnych wniosków, mówiąc: „Bóg—mówił 29 stycznia 1979 roku w Meksyku—w swej najgłębszej tajemnicy nie jest samotnością, ale Rodziną, ponieważ jest Ojcostwem, Synostwem i istotą rodziny, którą jest Miłość.” W wyjaśnieniu papieża, czym jest doskonała miłość, odnajdujemy często obecny u Chestertona paradoks: „Najpełniejsza, a zarazem jakby najradykalniejsza forma miłości leży też w tym, aby właśnie siebie dać, aby to swoje nieprzekazywalne i nieodstępne „ja” uczynić czyjąś własnością. Paradoks jest w tym wypadku podwójny i idzie w dwóch kierunkach: po pierwsze—że można tak wyjść z własnego „ja”, a po drugie—że się przy tym owego „ja” bynajmniej nie niszczy i nie dewaluuje, ale wręcz przeciwnie, rozwija się je i bogaci w znaczeniu oczywiście ponad-fizycznym, w znaczeniu moralnym.”To zupełnie inny rodzaj wymiany, wynikającej z cierpliwego namysłu nad dobrem i wolnego działania zgodnego z logiką daru. W logice daru to właśnie miłość jest darem największym, darem w pełni osobowym, dzięki któremu między Bogiem, a człowiekiem dochodzi do świętej wymiany, którą Ojcowie Kościoła nazwali sacrum commercium. Benedykt XVI umiejętnie wychwytuje istotę tej wymiany twierdząc, iż „wraz z rozwojem myśli i życia w świetle wiary, okazało się, że nie dajemy Mu [Bogu – przyp. aut.] tylko grzechu, gdyż On dał nam pewną zdolność: wewnętrznie darowuje nam moc, abyśmy dali Mu coś pozytywnego, naszą miłość, byśmy dali Mu człowieczeństwo w pozytywnym sensie. Oczywiście jasne jest, że tylko dzięki hojności Boga człowiek, żebrak, który otrzymuje Boże bogactwo, może również dać coś Bogu; Bóg sprawia, że możemy przyjąć dar, uzdalniając nas byśmy wobec Niego stali się dawcami.” (Fryburg, 25 września 2011 roku). W tym samym wystąpieniu dowiadujemy się, że z tajemnicy Trójjedynego Boga, a konkretnie z tajemnicy Jego miłości stwórczej wynika całe posłannictwo Kościoła. Konsekwencje w ujęciu społeczno-gospodarczym Peter Kreeft (2010) analogicznie dostrzega posłannictwo rodziny ludzkiej, którym są dzieci kochających się małżonków. Kreeft bezspornie uznaje, iż „Bóg jest rodziną” i dodatkowo stawia tezę, że oto rodzina jest Bogu milszą nawet od doktrynalnej ortodoksji, ponieważ odzwierciedla Jego obecność wśród nas. Dlatego też herezje islamu, czy mormonizmu rozpowszechniają się szybciej niż chrześcijaństwo, Bóg—zdaniem Kreefta—błogosławi muzułmanom i mormonom, gdyż per saldo wierni są swym rodzinom bardziej niż chrześcijanie, zwłaszcza w odniesieniu do moralności seksualnej, małżeństwa i prokreacji. Również w SNK, od samych początków wybrzmiewają frazy aprobaty dla niezależnej, wielodzietnej rodziny, czyniące z prawa własności funkcję zaspakajania domowych potrzeb: „Rodzina więc, czyli społeczność domowa, jakkolwiek bardzo mała, jest jednak prawdziwą społecznością i jest starsza od wszelkiego państwa; winna też mieć prawa i obowiązki swoje niezależne od państwa. Udowodnione już wyżej prawo posiadania, które—jak widzieliśmy—przysługuje jednostce na podstawie prawa natury, należy zastosować do człowieka, będącego głową rodziny; przy czym—dodać musimy—prawo to tym większą ma siłę, im większą rodzinę dana jednostka swą opieką obejmuje.” (Rerum Novarum, no. 9) Jeżeli zatem rodzina stanowić ma byt suwerenny, niezależny od państwa, bądź korporacji, musi mieć po temu narzędzia, co bezpośrednio łączy się z katolicką doktryną rozproszonej własności. To nie osobliwe upodobanie zatem, lecz sama tajemnica będącego rodziną Boga kierunkuje dystrybucjonizm na szukanie i aktywne zabieganie o takie praktyczne rozstrzygnięcia, pamiętając jednak, że prowadząca do nich skuteczność nie jest aksjologicznie Kędzierski zauważa, że dystrybutyści chcą powrotu małych wspólnot produkcyjnych, umożliwiających integralny rozwój człowieka, stanowiących jednak pewne uproszczenie życia gospodarczego. Istotnie, dystrybucjonizm współdzieli poniekąd rustykalny sentyment agrarystów, jednak w praktyce jest systemem skalowalnym, możliwym do urzeczywistnienia zarówno w społeczeństwie przemysłowym, handlowym, czy też agrarnym. Ciekawym przykładem takiego nowoczesnego połączenia, znanej ze społeczeństw stanowych, funkcyjnej stratyfikacji z inkluzywną formułą właścicielską, jest baskijska MONDRAGON Corporation, dysponująca własnym bankiem, najnowszym ośrodkiem badań, uniwersytetem, systemem ubezpieczeń oraz szeregiem powiązanych ze sobą spółdzielni, zatrudniających ponad pracowników-właścicieli. Notabene, Belloc (1912) postawił tezę, że gdyby Henryk VIII nie rozpoczął kapitalistycznego procesu proletaryzacji stanów niższych, wówczas nadchodząca rewolucja przemysłowa miałaby charakter spółdzielczy. Podobne przykłady można mnożyć: w północnej części Włoch mamy spółdzielczy region Emilia-Romagna, na całym świecie istnieją programy mikrokredytu, akcjonariatu pracowniczego (ESOP) i spółdzielczych kas kredytowych. Jednak przede wszystkim to miliony niezależnych gospodarzy, niewielkich firm, rzemieślników i przedstawicieli wolnych zawodów, których prężność, pomysłowość i ciężka praca dają najlepsze świadectwo o społeczno- gospodarczym ideale Belloka i Chestertona. Obecnie, w pełni możliwy jest też rozwój „technologii pośrednich” (dziś powiemy addytywnych), o których pisał brytyjski ekonomista Schumacher. Przykładem takiego dynamicznego rozwoju powszechnie dostępnych środków produkcji jest współcześnie projekt Open Source Ecology, zapoczątkowany przez polskiego naukowca Marcina zakończenie wypada jeszcze zastanowić się, czy i jakie mogą być praktyczne konsekwencje rozwoju samej nauki ekonomii w nowym paradygmacie ekonomii trynitarnej. Otóż, zarysowuje się tu pewna możliwość transferu dostępnej wiedzy z analizy makro i mikroekonomicznej na poziom mezo, gdzie podstawową jednostką odniesienia nie jest dowolny agregat, ani pojedyncza osoba, ale rodzina. Rodzina rozumiana, jako pewien system, którego równowaga („równowaga piękna współzależności i intymności”) będzie kluczowa z punktu widzenia celowości samej analizy ekonomicznej. Rodzina jest bowiem mikrokosmosem, w którym na podstawie logiki daru zachodzą relacje przenoszone z dużej i małej skali, w szczególności wymiana i współdziałanie. Zadaniem badaczy jest natomiast wyłuskanie z tych pozornie trywialnych relacji rodzinnych ukrytych tam funkcji i zależności, a także ich umiejętne odniesienie względem dostępnego korpusu wiedzy. Z pewnością jest to temat, który wciąż czeka na swego stworzył człowieka na swój obraz. Stworzył go kobietą i mężczyzną, aby ludzka miłość znalazła po temu warunki i dostąpiła wcielenia. Ks. Piotr Pawlukiewicz, wybitny polski kaznodzieja, w jednej ze swych homilii powiedział: „Prawdziwa miłość zaczyna się od trzech w górę”. Zupełnie tak, jak rodzina.
1. Brokuły, bób w ciąży i sałata. W zielonych warzywach znajdziesz kwas foliowy, który jest niezbędny do prawidłowego rozwoju dziecka. Jego niedobór może prowadzić do przedwczesnego porodu. 6 czynników, które mogą wywołać przedwczesny poród. 2. Ryba w ciąży: najlepiej z grilla.
Sklep Książki Dla dzieci Wiek 9-12 Literatura Rodzina ze 141 ulicy (okładka twarda, Oferta : 23,86 zł Opis Opis Rodzina Vanderbeekerów od zawsze mieszkała w kamienicy przy 141 Ulicy. Ta kamienica to praktycznie kolejny członek ich rodziny. Kiedy więc ich zgryźliwy gospodarz postanawia nie przedłużać dzierżawy, pięcioro rodzeństwa ma jedenaście dni, aby przekonać przerażającego dozorcę, jacy są wspaniali i pozostać w ukochanym domu. Wszystkie chwyty dozwolone, jeśli chodzi o zatrzymanie domu. Powyższy opis pochodzi od wydawcy. Dane szczegółowe Dane szczegółowe Tytuł: Rodzina ze 141 ulicy Autor: Yan Glaser Karina Wydawnictwo: Wydawnictwo Dwukropek Język wydania: polski Język oryginału: polski Liczba stron: 304 Numer wydania: I Data premiery: 2019-02-27 Rok wydania: 2019 Forma: książka Wymiary produktu [mm]: 30 x 212 x 155 Indeks: 31118705 Recenzje Recenzje Dostawa i płatność Dostawa i płatność Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik. Inne z tego wydawnictwa Najczęściej kupowane
Numer Projektu: RPZP.07.06.00.IP.02-32-K64/20Tytuł Projektu: „Bo rodzina jest najważniejsza – zintegrowany system wsparcia w Gminie Pełczyce”Nazwa i Adres Beneficjenta: Gmina Pełczyce, Rynek Bursztynowy 2, 73-260 Pełczyce. Harmonogram III kw. 2022 r. Bo rodzina jest najważniejsza.
Mam taki problem, do tej pory dzieciaki miały piaskownice - takie zbite 4 deski, zakrywane folią, co by deszcz nie padał, koty nie sikały itd i tam zawsze było pelno robactwa, mrówek w środku na co moja córka reaguje histerią. Teraz dzieciaki dostały taką fajną zamykaną piskownicę, ale bez dna. Myślałam, żeby może na dno jakąś folię dać, żeby to robactwo, mrówki itp nie wchodziło, ale się zastanawiam jak to jest jak pada deszcz bo niby zamykana, ale woda przeleci, a przez folię nie pójdzie do ziemi. Jak macie to rozwiązane? -------------------- Weszłam ostatnio na wagę żeby sprawdzić swój wskaźnik BMI. Ja pierniczę! Jestem za niska!
Podkład muzyczny na fortepianie do piosenki pt. “Bo jak śmierć potężna jest miłość”. Piękna piosenka, która sprawdzi się wszędzie tam, gdzie potrzeba łagodnych i wzruszających piosenek. Polecam zwłaszcza na ślubach lub innych okolicznościach związanych z piosenką religijną. Piosenka jest też dobrą propozycją w okresie Wielkiego Postu. Tekst piosenki pod filmem
Forum: Noworodek, niemowlę tak ostatnio zaczęłam się zastanawiać przy okazji pierwszych zakupów dla mojej przyszłej pociechy, jak zabezpieczyć łóżeczko przed zniszczeniem. cała sprawa obija się o to, że wszędzie przy zakupie łóżeczka i materaca wielkimi literami piszą, że “oddychające”, “antyalergiczne” itd. wydajesz kupę kasy na te trochę lepsze, a potem co? przykryć to folią lub ceratką??? :Nie nie: zresztą kiedyś miałam przyjemność w hotelu spać na ceratce pod prześcieradłem i tak parzyło, że musiałam w środku nocy zimą wietrzyć pokój, bo nie szło wytrzymać. nie chciałabym czegoś takiego dziecku co noc serwować. czy ktoś z Was używa podkładów medycznych typu [Zobacz stronę] wydaje mi się, że są one na tyle grube i duże, że niewielki “przeciek” powinien się zatrzymać. i co ważne, nie blokuje przepływu powietrza. lub ewentualnie ten [Zobacz stronę] nie wiem, na ile rzeczywiście “szczelny” ale można wypróbować. co myślicie? co wy używacie i jakie spostrzeżenia?
Rodzina jest najstarszą i najbardziej rozpowszechnioną formą życia społecznego. Decydują o tym nie tylko względy emocjonalne, ale także względy społeczne i historyczne. Każdy z nas jest w sposób naturalny członkiem jakiejś rodziny. Rozpoczynając ten temat definiujesz rodzinę 1 jako grupę społeczną oraz opanowujesz jej
- W sprawie noworodka, którego rodzice zabrali ze szpitala w Białogardzie, stoję po stronie lekarzy. Wolę dmuchać na zimne, bo chodzi o życie dziecka, a nie przejmować się tym, że komuś coś zawieruszyło się w głowie, że ma jakieś poglądy czy przesądy. Nie we wszystkim dziecko należy do rodziny, nie we wszystkim rodzina ma wszelkie uprawnienia. Przecież rodzina może zrobić z dzieckiem różne rzeczy, także straszne. Zrezygnujmy więc wreszcie z tych polskich mitów, które mówią rodzina jest cacy, bo nie jest. Trzeba przestać absolutyzować rolę matki z jej wszelkimi uprawnieniami do dziecka – mówi w wywiadzie dla Magazynu TVN24 prof. Zbigniew Mikołejko. Rodzice zabierają noworodka ze szpitala, bo nie chcą się zgodzić na wszystkie procedury medyczne. Lekarze nie pozostają dłużni, zgłaszają sprawę do sądu rodzinnego, rodzina dostaje kuratora, jest ścigana przez policję, ostatecznie ten kurator zostaje zdjęty, sprawa trafia na czołówki gazet, nagłówki głoszą, że uprowadzono Karpa-Świderek: Czy do takiej sprawy potrzeba nam filozofa? Pomyślałam, że tak, choć sprawa jest bardzo współczesna i ma praktyczny wymiar. Wśród komentarzy ekspertów znalazłam ten, profesor Ewy Helwich, krajowego konsultanta w dziedzinie neonatologii: „Zabrakło cierpliwości, spokojnej rozmowy z personelem”. To porozmawiajmy o tym, na ile państwo może ingerować w decyzje rodziców, a na ile są wszechwładni wobec swoich dzieci?Prof. Zbigniew Mikołejko, filozof, historyk religii: Zaczęła pani od tego, co ma tu do powiedzenia filozof… Europejska filozofia rodzi się w obrębie polis, czyli miasta-państwa, zatem powinnością filozofa jest odpowiedzialność za życie społeczne, za różne dramaty, odpowiedzialność intelektualna, ale i moralna za to, co się w polis, czyli w naszej wspólnocie, dzieje. Kwestia wolności obywatela, granic tej wolności, kwestia granicy państwa - te spory nie mogą się rozgrywać tylko w przestrzeniach praktycznych, sądów i szpitali……tylko trzeba się na czymś oprzeć …trzeba się oprzeć na pewnych porządkach moralnych, na jakimś rozumieniu dobra, zła, na poczuciu autonomii osoby, trzeba to poczucie autonomii osoby zdefiniować, nie mogą tego robić tylko urzędnicy i prawnicy. Gdzieś za tym stoi szerszy ład moralny. Czy raczej różne moralne łady, bo przecież mamy do czynienia z wielością poglądów na świat i zderzeniami rozmaitych poglądów, idei, duchowych kultur. W sprawie z Białogardu jest więc dramatyczne zderzenie różnych porządków, jeden powiada - a jest dość archaiczny, bardzo typowy dla polskiego potocznego myślenia - że dziecko jest niejako własnością rodziny, drugi usiłuje postawić natomiast jakąś tamę poczuciu posiadania, własności dziecka. Ten drugi mówi: nie we wszystkim dziecko należy do rodziny, nie we wszystkim rodzina ma wszelkie uprawnienia, bo przecież rodzina może - a wiemy to na podstawie mniej lub bardziej dramatycznych wydarzeń w Polsce i nie tylko w Polsce się dokonujących - zrobić z dzieckiem różne rzeczy, także straszne. Ale rzecz jasna nie da się jakimś strychulcem, skalpelem rozdzielić tego, co w sprawach dziecka należy do rodziny, i tego, co należy do państwa. Są też i jakieś szare strefy…Zbigniew Mikołejko: "Wolę dmuchać na zimne, bo chodzi o życie dziecka" / Wideo: tvn24 Tym bardziej, że my bardzo chętnie rozliczamy rodziców za to, co dzieje się z dzieckiem, oni są odpowiedzialni za to dziecko. Państwo, nawet jeżeli ma jakieś obowiązki wobec obywatela, wynikające z Konstytucji, rzadko kiedy z tych obowiązków jest przez nas rozliczane. Siłą rzeczy, jeśli ten rodzic na sobie niesie całą tę odpowiedzialność……albo całą nieodpowiedzialność… Bo tu są różne rzeczy. Nęka nas taki paradoks, że z jednej strony państwo nadmiernie ingeruje w tę sferę. Z drugiej natomiast w różnych dramatycznych momentach państwo nie ingeruje, prawda? Jakieś panie z opieki społecznej uważają, że nie ma problemu, tymczasem dziecko jest bite, maltretowane fizycznie, psychicznie, wykorzystywane seksualnie. To kończy się nierzadko jego śmiercią, kalectwem, jakimś strasznym nieszczęściem. I wtedy odbywa się publiczne darcie szat, a właściwie publiczne bicie piany, bo z tego nic w Polsce nie wynika. Żaden dramat dziecięcy, nawet taki jak słynny dramat dziecka Katarzyny W., matki małej Madzi, nie prowadzi do jakichś istotnych rozstrzygnięć. Bo tutaj jesteśmy też niewolnikami takiego oto mechanizmu, o którym kiedyś Leszek Kołakowski wspomniał, że typową cechą współczesnego człowieka jest domaganie się dwóch sprzecznych rzeczy naraz. Z jednej strony - tam, gdzie potrzebuje on jakichś dóbr czy świadczeń - domaga się więcej państwa i więcej od państwa, tam natomiast, gdzie ma coś od siebie dać i wziąć na siebie odpowiedzialność, żąda jak najmniej państwa. Te dwa porządki mocno się zderzają - tak, jak tutaj zresztą. W tej sprawie dziecka z Białogardu. Zbigniew Mikołejko: "Wolę dmuchać na zimne, bo chodzi o życie dziecka" / Wideo: tvn24 Konsultowałam się z lekarzami i raczej byli zdania, że ta sprawa niepotrzebnie trafiła do sądu. Jedna pani doktor z klinicznego szpitala w dużym mieście powiedziała mi, że jeżeli miałaby zgłaszać do sądu rodziców, którzy noworodków nie szczepią, robiłaby to co tydzień. Także nieumycie dziecka nie zagrażało życiu noworodka. Opowiedziała mi natomiast o innej sprawie, gdzie kobieta miała krwotok przy przedwczesnym porodzie, a mąż nie pozwalał podać jej krwi, a dziecka karmić inaczej niż piersią, bo nie pozwalała im na to religia. Ostatecznie udało się przekonać ojca do sztucznego karmienia dziecka, bo dziecko by zmarło z głodu. Gdyby się nie zgodził, ingerencja sądu mogłaby uratować dziecku życie. No tak, ale nie mamy tu nieskończonego czasu do dyspozycji - takiego, który pozwala rozważyć wszystkie aspekty, przeprowadzić procedury - bo dziecko może umrzeć lada moment. Więc ja w takim zderzeniu stoję raczej po stronie lekarzy. Dobro dziecka jest dla mnie tak radykalnym dobrem…Dziecku mogą stać się różne rzeczy. Nawet jeśli to jest zagrożenie stosunkowo niewielkie czy tylko podejrzewane, to jednak ono w jakiś sposób jest realne. Cóż natomiast stanie się rodzicom? Poza naruszeniem ich wyobrażenia o sposobie traktowania ich dziecka, o moralności, o wierze…Z jednej strony mamy do czynienia z przekonaniami, które mogą zostać dotknięte - z przeświadczeniem moralnym, religijnym, medycznym, obyczajowym, jakimkolwiek, a z drugiej strony mamy realne życie. I to powinniśmy postawić na wadze, to ze sobą porównać. Dla mnie sprawa jest oczywista. Wolę dmuchać na zimnie, bo chodzi o życie dziecka, a nie przejmować się tym, że komuś coś zawieruszyło się w głowie, że ma jakieś wyobrażenia, poglądy czy Korczak pytał „czym jest dziecko […]? Nakładamy na nie brzemię obowiązków jutrzejszego człowieka, nie dając żadnego z praw człowieka dzisiejszego”. Nasunęło mi się to sformułowanie, bo tu rodzice odmówili dziecku prawa do zdobyczy medycyny (szczepień ochronnych czy podania witaminy K), ale matka poddała się wszystkim medycznym procedurom…W Polsce, w każdych badaniach socjologicznych, wartości związane ze sferą rodzinną są na pierwszym miejscu. Ja nie jestem przeciwko rodzinie, ale ta rodzinność jest nadmiernie eksponowana, jest wyolbrzymiona i jej znaczenie jest przesadne. W związku z tym dochodzimy do kolejnego paradoksu: oto w imię tych wartości rodzinnych tak wyolbrzymionych, tak karykaturalnie nieraz eksponowanych, uderza się w gruncie rzeczy w najsłabszego z członków rodziny, czyli dziecko. Albo może się uderzyć.. Mi już słowo „może” wystarcza, bo ja ciągle mówię o potencjalności. Ale nie zawsze, jak wiemy, jest to potencjalność, czasami jest to realne zagrożenie. I tutaj dotykamy tego, o czym mówił Korczak, że dziecko w społeczeństwach nowoczesnych jest wciąż raczej przedmiotem niż podmiotem. Państwo - tu w postaci ingerujących lekarzy i sądu - dodaje więc dziecku podmiotowości. Ogromne uprawnienia dawane rodzinom w obyczajowej, mentalnej praktyce, zabierają natomiast często tę podmiotowość. Ja zatem chcę się upomnieć cały czas w tej opowieści o prawa dziecka - kosztem praw rodziców. Absolutna władza nad dzieckiem, przyznawana rodzinie, jest bowiem wyrazem absolutnej represyjności pewnego systemu kulturowo-społecznego. Jeśli chcemy rozciągnąć władzę nad dzieckiem w sposób absolutny i zminimalizować wpływ państwa na to, co się dziej z dzieckiem, to jesteśmy po stronie represji, autorytaryzmu, totalitarnej Mikołejko: "Chcę się upominać o prawa dziecka wbrew prawom rodziców" / Wideo: tvn24 Środowiska, które chcą, żeby tego państwa było mniej, mówią o tym, że tą autorytarną przemocą jest państwo, wskazując na bezduszne odbieranie dzieci rodzicom przez instytucje niemieckie czy skandynawskie…Jasne. Tyle tylko, że Polska nie jest Skandynawią czy Niemcami, nie ma tu takiego urzędu ds. dzieci i młodzieży jak w Niemczech. Tam powstał w latach trzydziestych i jest wyjęty właściwie spod prawa, ma absolutną władzę. W Polsce nie ma też tak drastycznych przypadków władzy państwa nad rodziną i dzieckiem jak w Norwegii czy Szwecji, nie ma tych krańcowych wydarzeń. Za to są inne szokujące wydarzenia z drugiej strony, z kręgu rodziny. Nie ma właściwie dnia, żebym nie słyszał o jakimś horrendalnym akcje przemocy wobec dzieci, przemocy za przyzwoleniem i udziałem matki czy ojca albo też praktykowanej przez oboje. Nie mówmy więc o Skandynawii w Polsce, bo nie jesteśmy w Skandynawii, nie mówmy o Niemczech w Polsce, nie straszmy tym, co tam się dzieje za sprawą państwa, tylko zastanówmy się, co zrobić z taka sytuacją, w której nie ma państwa, a powinno ono być. Te urzędy zajmujące się opieką nad dziećmi często lokalne, zobowiązane, z różnymi paniami, które są często nieodpowiedzialne albo bezradne……albo przeciążone…Albo niedouczone, bo często w małych miasteczkach, gdzie brakuje pracy, załatwia się takie stanowiska przez jakieś układy……albo też zmagają się z nieprzychylnością środowiska, które chroni Są różne sąsiedzkie zmowy milczenia. To w ogóle jest szerszy sprawę chłopczyka, który został skatowany. Kiedy zadzwoniłam na Śląsk, do urzędu, żeby się dowiedzieć, jak mogło dochodzić do takiej przemocy długotrwałej, czemu nikt nie reagował, usłyszałam, że takie lotne patrole antyprzemocowe wielokrotnie były w tej kamienicy, ale nikt nic z sąsiadów nie powiedział…Zmowa milczenia… Tutaj dotykamy problemu odwiecznej nieufności wobec państwa w Polsce. Istnieją pewne enklawy społeczne, zaskorupiałe od lat, zamknięte i na świat zewnętrzny, i na elementarne poczucie dobra i zła. Pamiętamy słynne historie z małych wsi, gdzie jest kilka chałup na krzyż, a kisi się kolejne dziecko w beczce… Pamiętamy te drastyczne sprawy, w których wszyscy wiedzieli, że kobieta jest w ciąży, że dziecko znika, ale nikt niczego nie powiedział. To tak jak „omerta”, czyli mafijna zmowa milczenia - drastyczna, koszmarna… Mówmy więc o tym, a nie o Mikołejko: "Zrezygnujmy z tych polskich mitów" / Wideo: tvn24 Panie Profesorze, Pan mówił o swoim doświadczeniu z dzieciństwa, bycia katowanym przez matkę, pisał Pan też o tym w książce…„Jak błądzić skutecznie” - w tym tomie rozmów z panią Dorotą Kowalską…Tak, to było dla mnie bardzo poruszające… Jakie są potem skutki przemocy w życiu dorosłym?Człowiek tak doświadczony jest człowiekiem o niezwykle niskim poczuciu wartości, pomijając już fizyczne skutki przemocy. Po drugie, wszyscy nieodmiennie – i z tym przychodzi mu walczyć przez cały czas - rozpoznają w nim kogoś, kto jest właśnie tej niższej wartości. To towarzyszy mu od dziecka, także wtedy, kiedy wyszedł już z tego czasu i środowiska przemocy. To jest jakaś trwała właściwość, jakiś sposób bycia, podejścia do świata, relacji z innymi ludźmi. Ot, takie choćby swoiste umizgiwanie się do innych, by zostać dowartościowanym. To okrucieństwo, które zabierało mu dzieciństwo, niesie on właściwie do śmierci, tak sądzę. Bo to nie przestaje w nim być… Można to, jak się elegancko mówi, „przepracować” w sobie, ale takie „przepracowanie” może być tylko częściowe. Bo to rodzaj kalectwa, naznaczenia… Tutaj trzeba mówić nawet o stygmatyzacji, gdyż chodzi się jakby z piętnem wypalonym na czole. Ono, owszem, może przyblaknąć, może nie być tak prowokacyjne, ale ono jest, jest gdzieś tak w głębi i rzutuje na wszystkie nasze zachowania późniejsze. Przemoc zabiera dzieciństwo. To nie jest tak, że gdzieś tam odpłynęła, że kaci odeszli w siną dal, że zupełnie wyszło się z tego. Struktury przemocy są przy tym bardzo rozległe, bo sprawcami są wszyscy, którzy milczą. Ja miałem to szczęście, że moi dziadkowie protestowali i jakoś mnie częściowo chronili, a w pewnym momencie zaczęli być skuteczni w tym jak nie ma dziadków, to nie ma nadziei?Nie ma. Jest tylko ucieczka do wnętrza, w jakieś fantazmaty czy urojenia. Jest tylko ból, przerażenie, poczucie absolutnej apokalipsy. Cały świat staje się światem strasznym, bo jest nieczuły. Jest obojętny, milczący, jeszcze ktoś taki żyje w micie cudownego dzieciństwa, które go nie dotyczy…Ono gdzieś jest, ale gdzieś bardzo obok - w książkach, w życiu innych dzieci… Ale poza mną. To „cudowne dzieciństwo” jest bardzo świeże, zaczyna się gdzieś na przełomie XVIII i XIX wieku. W XIX wieku dziecko dopiero nabiera wartości, ale też zostaje zmitologizowane. Wcześniej dziecka nie ma w kulturze Zachodu jako osobnego i ważnego istnienia - wbrew temu, co się opowiada o instynktach. Biologiczny podkład macierzyństwa, ojcostwa, są zdominowane bowiem przez kulturowe wzory. Była choćby słynna sprawa Gillesa de Rais, prototypu Sinobrodego. To był towarzysz Joanny d’Arc, bardzo dzielny rycerz, ale też człowiek, który porwał i zamordował, już po śmierci Joanny, kilkaset dzieciaków w jakiś satanistycznych rytuałach. Wielki pan, możny. Czytałem protokoły świadków, rodziców tych dzieci. I ojciec na przykład mówi: był u mnie chłopiec, malutki, miał z 5 lat, poszedł gdzieś sobie. Koniec, kropka, zniknął... Nie znało się imion dzieci, w zamożnych rodzinach oddawało się dzieci mamkom na wychowanie, dzieci królewskie we Francji chodziły na co dzień, poza uroczystościami, kiedy trzeba było je pokazać publicznie, w łachmanach i jadły to, co zwędziły ze Mikołejko: "W społeczeństwie dziecko jest raczej przedmiotem niż podmiotem" / Wideo: tvn24 Teraz w drugą stronę jest, przynajmniej w tej części deklaratywnej? Z badań mojego instytutu nad biedą w Polsce wynika, że jedną trzecią polskich ubogich stanowią dzieci. To 850 tysięcy. Na drugim miejscu są rodziny pracownicze, wykonujące najprostsze zawody. Nie samotne matki, nie emeryci. Społeczne wyobrażenia o biedzie rozmijają się więc z rzeczywistością. W skali świata mamy do czynienia z masowym niewolnictwem dzieci, z masowym wyzyskiem seksualnym. Moja rosyjska doktorantka musiała na przykład, lecąc do Australii i przesiadając się w Bangkoku, podróżować z samymi samotnymi samcami w kapeluszach. Oni po coś do tej Tajlandii się wybierali - i dobrze wiadomo po co. Niby to jest tropione, ale w istocie istnieje ciche przyzwolenie rozmaitych struktur na pedofilię. Długo było też przyzwolenie Kościołów na molestowanie - i do końca nie jest to rozliczone, obnażone. Nie tylko same instytucje się zresztą bronią, ale społeczności potrafią bronić księży pedofilów, zwłaszcza te zamknięte. Facet już siedzi, a wieś go broni, nie tylko biskupi, ale i wierni. I znamienne jest tu oskarżanie ofiar, nie sprawców. Dziecko jest wciąż ukrytym niewolnikiem w krajach Zachodu, a jawnym niewolnikiem w egzotycznych krajach. A kolejne dramaty to dzieci-żołnierze, dzieci Aleppo, symboliczne ofiary dzisiejszej wolny. My z kolei mamy mit małego powstańca, heroicznego, dzielnego dziecka z barykad. Ale za tym okrucieństwem wojny stało na co dzień potworne nieszczęście wielu innych dzieci wojny i patrzenie na nie w kategoriach tylko mitu małego bohatera to horrendalne wręcz kłamstwo. Tak, tu też możemy zobaczyć, jak mity zakłamują prawdę o do przypadku, od którego wyszliśmy: zastanawiam się, czy nie było to wołanie rodziców o podmiotowość. Bo w szpitalach procedury często przeważają nad człowiekiem, człowiek jest przedmiotem działań. W momencie, kiedy rodzi się dziecko, które bardzo kochamy, na które czekamy, chcielibyśmy, żeby wszystko, co się z nim dzieje, było z nami ustalane, żebyśmy mieli przekonanie, że to dla dziecka jest dobre. Może zabrakło człowieka po drugiej stronie? Nie oczekujmy tego, że instytucje będą miały arcyludzką Mikołejko: "Instytucja nie może z natury być spontanicznym działaniem" / Wideo: tvn24 Nie powinniśmy tego oczekiwać?Może wyraziłem się przesadnie, powinienem powiedzieć: nie oczekujmy z nazbyt wielką gorliwością. Dotknęła tu Pani czegoś istotnego - czegoś, co się nazywa „biowładzą” lub „biopolityką”. To jest jeden z podstawowych, dramatycznych paradoksów współczesnego świata. W starożytnej Grecji na przykład troska nad osobą i jej cierpieniem należała do oikos, „domu”, czyli do rodziny. Od progu nowoczesności’ zaczyna te troskę przejmować natomiast państwo, a to ma dwa skutki. Pierwszy taki, że życie ludzkie się wydłuża, stajemy się zdrowsi, bardziej wyedukowani i świadomi. Drugi natomiast taki, że stajemy się przedmiotami w rękach „systemu”, zostaje umniejszona władza rodziny. Bezosobowa, formalna Instytucja nie może też kierować się z natury swojej spontanicznością, musi opierać się na procedurach, ogólnych schematach……ale też może być tam człowiek…Poszukiwanie tam człowieczeństwa nie powinno się odbywać przez atakowanie i odrzucanie struktur, procedur. Nie może być mówieniem, że ja wiem, co najlepiej służy mojemu dziecku, bo to tak nie jest: raz wie lepiej lekarz, raz prawnik czy nauczyciel, innym razem rodzina. Nikt nie powinien być tutaj z miejsca pozbawiony prawa do dobrej woli. Nie rozstrzyganiem, kto ma rację, natomiast nasze działania powinny być poszukiwaniem pewnej wspólnoty. Musi być tworzona wspólnota miedzy rodziną a jak to ma się stać? Przez debatę publiczną, bo nie mamy innych narzędzi. To nie może się dokonać na zasadzie porwania czy - z drugiej strony - na zasadzie brutalnej decyzji administracyjnej. Między jednostką a instytucją (prawem, medycyną, systemem opieki i edukacji) rozciąga się pole wspólne. Problem w tym, że w takich krajach jak Polska w miejscu pola wspólnego jest często przepaść albo wznosi się mur. I nadaje się charakter dogmatu swojemu systemowi wartości, nie buduje pola dialogu, nikt go nie jest bowiem tak, że rodzina jest najważniejsza ani też tak, że medycyna jest najważniejsza. Prawda leży gdzieś po środku. I wreszcie zrezygnujmy z tych polskich mitów, które mówią: rodzina jest cacy - bo nie jest automatycznie cacy. Taka o niej obiegowa opinia jest bytem ideologicznym, przyklepanym po wierzchu - polska rodzina jest taka jak wszystkie rodziny w zachodnim świecie, ani dobra, ani zła. Nie da się postawić na niej po prostu stempelka świetlistości, a statystyki nie kłamią, ukazując jednak dość masowy wymiar przemocy, rozpadu, o przelotnych związkach nieformalnych, o rodzeniu się w nich 40 procent dzieci, o sieroctwie Mikołejko: "To zderzenie różnych porządków" / Wideo: tvn24 Skąd bierze się kwestionowanie zdobyczy współczesnej medycyny, w tym zasadności szczepień?Żyjemy od lat sześćdziesiątych w społeczeństwie, gdzie wszystko jest dozwolone i może być podważone, gdzie nie ma trwałych autorytetów i systemów wartości. Ale też wcale nie jesteśmy - my, społeczeństwa Zachodu - tacy nowocześni, jak nam się wydaje. Żyjemy w cieniu starych przesądów, mitów i wierzeń, także medycznych, odzywają się one w nas co rusz. Rozumiemy też naukę, w tym medycynę, na XIX-wieczny sposób - jako zbiór praw uniwersalnych, absolutnych i niezbitych. A tymczasem nauka jest raczej czymś płynnym - chmarą zmieniających się modeli i hipotez, a jej rozwój polega na przechodzeniu od jednej hipotezy do drugiej, a nie ustalaniu twardych, niepodważalnych przekładając to na szczepienia?Ja wierzę różnym mędrcom. Stary Arystoteles mawiał, że miasto (polis, państwo) tworzą różni ludzie - gdyby nie byli różni, nie byłoby miasta, nie byłoby ładu społecznego. Wszelkie wezwania do jedności są więc fałszywe, bo one zamulają to, co najbardziej prawdziwe w nas. To, co najbardziej indywidualne. Tamują możliwość dialogu, rozmowy, więc wrażenie, że powinniśmy na temat szczepienia odbyć porządną debatę społeczną, bo to jest problem dramatyczny i ostatecznie opowiedzieć się za jakimiś rozstrzygnięciem. Tym podstawowym powinno być oczywiście prawo dziecka do dobrego życia – to dla mnie dogmat, nie dam sobie powiedzieć, że może być inaczej. Boję się jednak, że w sytuacji, w której posługujemy się obiegowymi „prawdulami”, w której podlegamy mocnemu ciśnieniu ideologicznych porządków, ideologicznych wiar, ta debata jest bardzo trudna, jeśli nie niemożliwa. Ale musi kiedyś ona co, jak nie nastąpi?No to będą się nieustannie pojawiały takie sprawy jak z Białogardu, jak śmierć małej Madzi, jak sprawa dzieci trzymanych w beczkach, jak sprawa wyłączania dzieci z konieczności edukacji. Ale spraw do debaty jest więcej - chociażby społeczne sieroctwo wynikające z emigracji rodziców...Można to wszystko do jednego worka? To wszystko się mieści w jednym worku! I wszystko są to sprawy. o których się należycie i otwarcie nie mówi…Zbigniew Mikołejko: "Wszelkie wezwania do jedności są fałszywe" / Wideo: tvn24 O tym się nie mówi, bo nie mamy odwagi czy wygodniej jest nam o tym nie mówić? Wygoda, troska o pewną część własnego organizmu, tę najbardziej „niepolityczną”. Dobrze jest więc jakoby poprzestać na tym, co było, bo to jest bezpieczne, co nie wytrąca mnie z przyjaznego dla mnie porządku istnienia, nie zobowiązuje mnie do czegoś. W innych przypadkach reaguje się na wiele rzeczy niezwykle do sprawy z Białogardu: w kontekście konieczności społecznej debaty może stać się ona jej początkiem? Ja chciałbym mieć taką nadzieję. Wolałbym, żeby tak było, ale doświadczenie mnie uczy, że niestety… Tak stało się chociażby po wrzawie samobójstwa Ani z Gdańska, kiedy wydawało mi się, że coś się zrobi w szkołach z wychowaniem, przemocą seksualną… Czy po sprawie Katarzyny W., która pokazała, że trzeba przestać absolutyzować rolę matki z jej wszelkimi uprawnieniami do dziecka… No i oczywiście, po wylaniu rozmaitych mniej lub bardziej nieszlachetnych uczuć, nic z tego nie bardzo za rozmowę. I ja Mikołejko (ur. w 1951 r. w Lidzbarku Warmińskim), filozof i historyk religii, eseista. Kierownik Zakładu Badań nad Religią i profesor w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, członek Akademii Amerykańskiej w Rzymie, wykładowca różnych uczelni warszawskich. Autor blisko tysiąca publikacji w dziewięciu językach.
bo rodzina, to rodzina - Tekściory.pl – sprawdź tekst, tłumaczenie twojej ulubionej piosenki, obejrzyj teledysk.
Kwiecień 2019 Piosenka pochodzi z płyty „Radosna pięciolinia część 3. Utwory do tańca, śpiewania i zabawy” dołączonej do miesięcznika BLIŻEJ PRZEDSZKOLA nr Dowiedz się więcej o płycie więcej Pobierz Scenariusze zajęć 1 Otwórz scenariusz w kiosku Ten plik można pobrać za pomocą przelewu ( PLN brutto) lub za pomocą pobrań dołączanych do miesięcznika BLIEJ PRZEDSZKOLA. Nuty i tekst piosenki dostępne po zalogowaniu.
QVeuQ. 182 61 418 50 249 36 131 31 56
bo to jest rodzina podkład